Cztery lata kierownikowania w łódzkiej klasie B i dyplom managera sportu na polibudzie - to moje referencje. Chcę pisać o tym, co przez ten czas zobaczyłem, co mnie denerwuje, co można poprawić, skąd czerpać wzorce. Komentarze merytoryczne mile widziane. mmassive@gazeta.pl
RSS
sobota, 10 stycznia 2015

W ostatnim tygodniu przeczytałem dwa artykuły na temat zmian w wyliczaniu ekwiwalentów za szkolenie: pierwszy, autorstwa Piotra Wojciechowskiego, zatytułowany "Królowie i żebracy", zamieszczony na łamach "Piłki Nożnej" oraz drugi, Piotra Tomasika, p. t. "Nie pomoże nawet Kopacz. Jak wielcy zjadają małych...", który można przeczytać tutaj.

Do tej pory, gdy klub otrzymał propozycję sprzedaży swojego wychowanka, w Klasie B (precyzyjniej wszystkie kluby od okręgówki po klasy C) teoretycznie mógł liczyć na 700 zł za każdy rok szkolenia od 18 do 23 roku życia, 400 zł za wiek 15-18, 200 za 12-15 i wreszcie 100 za 9-12. W praktyce zdarzyło się, że w klubie, gdzie przynależę, tylko dwóch kontrahentów było w stanie zapłacić cokolwiek. Reszta bazowała na zagraniach silniejszego, typu "weźmiemy ich, ale za darmo, przecież nie złamiecie im karier". W ten sposób przygoda z piłką kilku zawodników gwałtownie wyhamowała, no bo w końcu "takich piłkarzy jest na pęczki".

Nowy projekt pozwoli najmniejszym klubom (bo w obu artykułach autorzy koncentrują się na klubach, które dla Klasy B są tym, czym one dla Ekstraklasy), "liczyć", na następujące stawki: za szkolenie zawodnika w wieku 18-21 lat - 200 zł za każdy rok oraz w wieku 15-18 lat - 100 zł za każdy rok. Wszystko. Za utalentowanego czternastolatka dostaniemy figę.

Co to zmieni? Prezesom "starej szkoły" będzie wszystko jedno, bo i tak będą stosować starą metodę "no przecież nie zniszczycie młodemu kariery". Dla przeambitnego rodzica nie będzie problemem rzucanie swojego "brylancika" po kilku klubach do 15 roku życia. Naiwni będą sądzić, że skoro stawki uległy tak drastycznemu obniżeniu, może coś uda się otrzymać za lata szkolenia.

Podsumowując, obawiam się, że na najniższych szczeblach polskiej piłki, nowy przepis nie zmieni nic. Musi wymrzeć pewne pokolenie prezesów Ochódzkich, myślących krótkowzrocznie, nie mających interesu w budowie stałych powiązań z mniejszymi klubami, aby mieć za niewielkim wysiłkiem sieć, z której można wyławiać co tłustsze kąski.

11:39, mmassive
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 listopada 2014

Dziś o godz. 14:00 w ramach IV Salonu Ciekawej Książki, mającego miejsce w Muzeum Włókiennictwa Miasta Łodzi, odbyła się promocja książki Piotra Chomickiego i Leszka Śledziony, p. t. "Rozgrywki Piłkarskie w Łodzi 1910-1919". Byłem, kupiłem, przejrzałem. Zaraz zacznę czytać, ale już wiem, że...

...dla hobbystów jest to pozycja typu "must-have". Stanowi ona niejako rozwinięcie, uzupełnienie (w obranych ramach czasowych), książki Andrzeja Bogusza p. t. "Dawna Łódź Sportowa 1824-1945". Autorzy wykonali benedyktyńską iście pracę, przekopując się przez roczniki łódzkich gazet i czasopism w poszukiwaniu, daremnym lub nie, tabel i wyników łódzkich rozgrywek piłkarskich w wybranym okresie.

Efektem tych poszukiwań jest niestety niepełny obraz posiadania łódzkiej piłki nożnej w czasach pionierskich: pierwsze kluby, boiska, rozgrywki, wyniki, prezesi, działacze. Bardzo wartościowym elementem publikacji jest zamieszczenie odznak klubowych w naturalnych kolorach.

 

Wydawnictwo NADA sp. z o.o., Mielec 2014

Cena: podczas Salonu - 50 zł, w księgarni sendsport.pl - 59 zł plus koszty wysyłki.

16:36, mmassive
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 października 2014

"To naprawdę niebywałe, jak może się potoczyć życie,

gdy straci się nad nim panowanie lub pozwoli kierować nim niewłaściwym osobom"

- Jonas Thern

 

Po "Spalonym" na rynku ukazała się kolejna książka - biografia polskiego piłkarza, dotkniętego kilkoma plagami naraz - alkoholizmem, depresją oraz uzależnieniem od hazardu. "Zasypany" Igor Sypniewski - bo to o nim mowa - ukazuje w niej (dzięki Żelisławowi Żyżyńskiemu i Pawłowi Hochstimowi) jak ponadprzeciętnie uzdolniony piłkarz może przeputać swoją karierę... no właśnie. Czy na własne życzenie?

Gdy skończyłem książkę, pierwszą reakcją było rozczarowanie. Niby podobna historia choroby, co u Andrzeja Iwana, ale w tym przypadku ma się wrażenie, że bez happy-endu. Po lekturze, pan Sypniewski kojarzy mi się niestety z fenomenalnym piłkarzem o psychice dziecka, człowiekiem, który nie jest w stanie, mimo posiadanego talentów i płynących na konto grubych sum, zostać panem swojego losu. Człowiekiem, który jest bierny i tylko reaguje na bodźce z zewnątrz. Rodzice, "koledzy", menedżerowie, Jonas Thern, Bogdan Maślanka, Erik Mykland...

Od młodości pakuje się w kłopoty, ale Mamie udaje się najczęściej wypłakać odstąpienie od kary. Twierdzi, że w ŁKS-ie go "odpalono" w 1993 roku, bo nie pasował do paczki. Problem w tym, że wtedy ŁKS po odejściu Tomasza Cebuli dramatycznie poszukiwał napastnika. Trener Ryszard Polak próbował na tej pozycji przesuniętego z pomocy Tomasza Wieszczyckiego, a oprócz Igora szansę w jednym meczu otrzymali Dariusz Malagowski czy Piotr Chojnacki. Na miejscu był jeszcze Mariusz Gałaj. Jarosław Dziedzic, którego p. Sypniewski uważa za powód, że się nie przebił, też nie zagrał wielu meczów w tamtym sezonie. No ale nieważne. Bohater idzie do Ceramiki, strzela mnóstwo goli, w tym klubowi trenera Grzegorza Laty - Stali Mielec. Po sezonie panowie rozpoczynają grecką przygodę w Kavali - dla trenera krótka, dla piłkarza, całkiem obiecująca.

Kavala, potem Panathinaikos i mecze w Lidze Mistrzów, gdzie wówczas trudno było o Polaków. Niestety, piłkarz skupia się na piwie i fajkach. Rozbija auto po pijanemu, przy okazji trafiając w wóz policjanta. Zakochani w futbolu Grecy odpuszczają. Znowu się upiekło. Można balować.

W końcu fart grecki się kończy, trzeba wracać. W RKS-ie Radomsko piłkarz jest PIŁKARZEM, poważnym kandydatem do kadry na Mundial 2002. W towarzyskim meczu z Kamerunem wkręca w ziemię obrońców, wystawia piłkę Piotrowi Świerczewskiemu i... Artur Wichniarek łasi się na piłkę i marnuje okazję. Potem transfer do Wisły Kraków i łup! Depresja.

Trafia do Szwecji, tam spotyka dwóch aniołów stróżów - Bogdana Maślankę, menedżera oraz Jonasa Therna, trenera. Pod ich opieką odżywa na tyle, że staje się gwiazdą ligi szwedzkiej. Niestety - w Szwecji alkohol znowu bierze górę, Szwedzi nie są tak pobłażliwi, jak Grecy. Więzienie.

Nie chcę tu streszczać całej książki, niestety mam wrażenie, że po jej przeczytaniu nie dowiedziałem się wiele więcej, niż będąc na bieżąco z tematem Igora Sypniewskiego, czasem określanego mianem Igora S. Żal budzi fakt, że tak fenomenalny zawodnik okazał się tak niezaradny życiowo, łatwowierny. Gdy miał pieniądze, całe Koziny piły. Gdy pieniądze się skończyły, zostali tylko "kumple" z murka, zresztą jedni z winowajców upadku Piłkarza.

Piłkarz Sypniewski na swojej drodze życia niestety spotkał za wielu inteligentnych cwaniaków, którzy wykorzystali go, wycisnęli jak cytrynę, a potem porzucili. Niestety jego najbliżsi nie mieli tak mocnej pozycji, żeby mu wybić z głowy głupoty, ani we wczesnym, ani w późniejszych stadiach życia. Piłkarz Sypniewski potrzebował... silnej partnerki, "charakternej herod-baby", zdolnej pokierować jego losem, kogoś, kto byłby przy nim 24 godziny na dobę. Niestety, ludzie, których Igor Sypniewski darzy szacunkiem nie byli w stanie spełnić tego warunku - ani Thern, ani Maślanka, ani nikt inny. A brak kontroli zewnętrznej oraz niezdolność do samokontroli i chęć poklasku "na dzielni" spowodowała, że Piłkarz się skończył.

Wydawnictwo GW Foksal sp. z o.o.

Warszawa 2014

Cena sugerowana: 39,99 zł.

środa, 06 sierpnia 2014

Sezon 2014/15 już w wyższych ligach się rozpoczął, mieliśmy okazję zobaczyć pierwszy mecz ligowy Widzewa, wkrótce "odpalą" niższe ligi. Mnie cieszy fakt, że w tym sezonie będzie zdecydowanie więcej ekip łódzkich.

Gdy w 2010 roku Start spadał z okręgówki, jego działacze zdecydowali się nie startować w rozgrywkach klasy A. Sytuacja uległa zmianie po czterech latach. Kontrowersje budzi fakt, że mimo tak długiego okresu niefunkcjonowania w futbolu seniorskim, ekipa Startu otrzymała prawo... startu w klasie A, bez konieczności rozpoczynania zmagań od najniższej klasy w łódzkiem, pod znakiem kolejnej litery alfabetu. Trochę to dziwne, niemniej jednak ekipa z Bałut wraca do dorosłej piłki prowadzona na boisku przez 44-letniego weterana, Zdzisława Ośmiałowskiego, mającego na koncie 28 meczów w ekstraklasie w barwach Widzewa.

Innym klubem powracającym do seniorów jest Kolejarz. W 2012 roku zajął on ósme miejsce w okręgówce i następnie wycofał się z rozgrywek. Obecny sezon zacznie od przeprowadzki z historycznych obiektów przy ul. Minerskiej, na dawne boisko Energetyka przy ul. Srebrzyńskiej. Inaczej niż w przypadku Startu, Kolejarz zaczyna powrót od najniższej klasy rozgrywkowej.

Ciekawą zagadką jest absolutny (?) debiutant w klasie B - ekipa TMRF Widzew Łódź, założona przez sympatyków "czerwono-biało-czerwonych". Póki co nie posiadam żadnych informacji na temat tej drużyny, nawiązującej nazwą do ekipy założonej w 1910 roku, do tradycji której nawiązuje obecny RTS Widzew Łódź. Prawdopodobnie mecze swoje będzie rozgrywał na bocznym boisku Widzewa, ale nie jest to oficjalnie potwierdzona wiadomość.

Ewenementem na skalę światową jest natomiast fakt wystawienia przez Ner Łódzki dwóch zespołów w klasie B. Ekipy będą rywalizowały w I i II grupie łódzkiej najniższego szczebla rozgrywek. Z jednej strony fakt dołączenia Neru II spowodował, że w żadnej grupie łódzkiej "Bundesligi" nie ma nieparzystej liczby uczestników, co likwiduje "okienka", w których kluby muszą pauzować. Ciekawe jednak, jak wyglądać będą transfery między drużynami (pamiętajmy o opłatach na rzecz związku przy tej okazji) oraz co będzie, gdy drużyna określana jako Ner II wywalczy awans, a teoretycznie pierwsza drużyna tego sukcesu nie osiągnie. Jest to bardzo ciekawe posunięcie zarządu Neru oraz dającego przyzwolenie na taką sytuację ŁZPN-u. Ciekawe, jakie lokaty zajmą "Riversi" na koniec sezonu?

Ponadto: zdegradowany RKS będzie walczył o powrót do Klasy A. Hetman nadal korzystać będzie z boiska w Rąbieniu, co czyni go jedyną łódzką ekipą grającą mecze u siebie poza Łodzią. AMII Nowosolna została przesunięta do grupy pierwszej A-klasy, gdzie będzie rywalizować ze studencką Spartą oraz Szkołą Mistrzostwa Sportowego i wymienionym na początku Startem. Victoria, pod rozszerzoną nazwą "Victoria Stoki (Łódź)" będzie podejmować rywali na boisku przy ul. Potokowej 12. ŁZPN skoncentrował wszystkie łódzkie ekipy w pierwszych grupach klas A i B. Z pewnością zaoszczędzi to paliwa i czasu na dojazdy, a kibice i piłkarze będą mieli dodatkową motywację w postaci licznych i regularnych derby. Oby się działo!

niedziela, 30 marca 2014

W bieżącym numerze "Piłki Nożnej" (nr 13 z dnia 25 marca 2014), przeczytać można czterostronicowy wywiad red. Adama Godlewskiego z prezesem PZPN, p. Zbigniewem Bońkiem. Wywiad dotyczy rzeczy głównie będących dla rzeczywistości B-klasowej tymi z kategorii science-fiction, ale jeden fragment wypowiedzi moim zdaniem zasługuje na komentarz:

Pod koniec wywiadu (trzecia kolumna na siódmej stronie gazety), p. Boniek wymienia "milowe kroki" polskiej piłki, które udało się wprowadzić, m. in. kontrakty dla 15-latków, ograniczenie liczby obcokrajowców, itp. Moją uwagę zwróciło "przejęcie opłat sędziowskich z wszystkich profesjonalnych klubów".

Legia. Lech. Wisła. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby kluby doceniły taki gest PZPN, zwłaszcza, że na gaże Arboledy, Koseckiego czy Brożka w/w kluby przeznaczają horrendalne środki, zupełnie nieadekwatne do ich klasy sportowej. Fani pewno się oburzą, ale przypomnę tylko Żalgiris Wilno, Steaua Bukareszt i pięć porażek w Lidze Europejskiej czy inny Kara-bach!.

Czy przejęcie opłat sędziowskich przez PZPN jest dobrym ruchem? Gdyby w Ekstraklasie i innych profesjonalnych ligach przestrzegano by dyscypliny finansowej, budowano klub na zdrowych podstawach (wpływy z biletów, reklam i sprzedaży pamiątek równoważyłyby przynajmniej koszty działalności, wliczając gaże zawodników), nie miałbym nic przeciwko temu "bonusowi". Jednakże gdy widzę auto Koseckiego, piłkarza utalentowanego, ale bez wymiernych osiągnięć w piłce (1 MP i 2 PP - w polskiej lidze, umówmy się, to nie są Himalaje futbolu), to zadaję pytanie, czy pieniądze nie przyszły za szybko i czy nie zabiły w piłkarzu głodu sukcesu, rozwijania się, dążenia do gry z najlepszymi, w najlepszych ligach? Obiło mi się o uszy (niestety z drugiej ręki) wyznanie jednego reprezentanta Polski, który stwierdził, że wyjazd zagraniczny po prostu mu się nie opłaca, bo "tam" by musiał walczyć o miejsce w składzie, a "tu" nikt mu go nie zabierze, a zarobki w stosunku do włożonej pracy - fantastyczne.

Tymczasem, w klasie B - koszt delegacji sędziowskiej to ok. 75 PLN. Dla klubów nie posiadających sponsora, bądź nie korzystających z hojności gminy, jest to istotna pozycja w budżecie. Kiedy awansuje się do klasy A, koszty sędziowskie wzrastają, ponieważ na tym poziomie sędziuje już trzech arbitrów (w klasie B tylko główny, w A już obowiązkowo dochodzą asystenci).

Czy zamiast darowywania "profesjonalistom" czegoś, czego niewielu doceni, nie można by zafundować małym klubom premii motywacyjnej w postaci przejęcia na związek opłat sędziowskich np. w nagrodę za awans? Nie mówię o wszystkich, bo jestem realistą. Ale zwycięzcy rywalizacji B-klasowych (w niektórych przypadkach nawet C-klasowych) na pewno by docenili taki gest p. Bońka.

niedziela, 09 lutego 2014

Czy drużyna piłkarska może istnieć bez własnego boiska?

Może. Ale pewnego pułapu już nie przeskoczy.

"Własne boisko" to termin dosyć szeroki: czy własnym boiskiem, stadionem można nazwać stadion MOSiR-u na Al. Unii 2? Pod względem prawnym nie, natomiast każdy łodzianin ten adres skojarzy z ŁKS-em. Forma własności schodzi tu na plan dalszy, liczy się umocowanie ekipy w danym punkcie miasta.

Kluby niższych lig nie mają (już, jeszcze, bądź nigdy nie miały) boisk, które mogłyby uznać za własne. Konsekwencją tego jest brak kibiców (z wyjątkiem dziewczyn piłkarzy, czasami kumpli czy rodzin) oraz brak możliwości rozwoju klubu (sekcje młodzieżowe, gdzie dzieci łatwo zniechęcają się koniecznością dojazdów na trening dłuższych, niż dwa przystanki).

Swoje "miejsce na ziemi" przez pewien czas miała Victoria. Obiekt przy ul. Wólczańskiej 248 był areną dosyć poważnych rekonstrukcji (legendarna "kryta" trybuna) oraz miejscem, gdzie trenowało sporo grup młodzieżowych. Niestety, wszystko było patykiem na wodzie pisane, gdyż opierało się na umowie z prywatnym właścicielem terenu, gdzie nie zawarto okresu jej wypowiedzenia. W rezultacie, pewnego sierpniowego popołudnia, drużyna seniorów zastała nową kłódkę na obiekcie i tak skończyła się historia Victorii na Wólczańskiej.

Hetman na początku swojego istnienia był ekipą ze szkolnego boiska, które nie powinno było dostać pozytywnej weryfikacji. Mimo wszelkich przeciwności, udało się klubowi przetrzymać pionierskie czasy i w pewnym momencie, po upadku Elty i Tornado, zostać jedynym klubem na Teofilowie. Zaowocowało to przeprowadzką na lepsze (co nie znaczy idealne) boisko na ul. Rojnej. Wydawało się, że Hetman osiągnie status "klubu dzielnicowego", przeprowadzono akcję mającą na celu rewitalizację obiektu, ale niestety... obecnie po boisku biegają pieski, Hetman natomiast biega w Rąbieniu, zahaczając wcześniej o obiekt Metalowca.

Co daje własne boisko? Przede wszystkim klucz do następnego levelu. Świadomość, że w danym miejscu klub będzie funkcjonował dłużej, niż parę miesięcy pozwala na poważniejsze projekty. Szkolenie młodzieży w oparciu o lokalne placówki edukacyjne. Współpraca ze społecznością lokalną, radą osiedla, organizacjami pozarządowymi, budowanie zainteresowania "lokalsów" klubem, zachęcanie ich do aktywnego współtworzenia jego kolejnych drużyn, sekcji, do realizowania się w czasie wolnym, przy okazji pomagając drużynie, klubowi, otoczeniu.

Świadom jestem, że takim klubom, jak opisywane tutaj Victoria czy Hetman, ciężko by było na początku sprostać wymaganiom finansowym, związanym z opłatami za boisko, użytkowaniem wody, energii itp. Jednakże co jest lepsze? Pusty, bezimienny obiekt czy tętniące życiem boisko? Rozwiązanie leży pośrodku. Miasto, a więc MOSiR, może pomóc klubowi w "rozruchu" czy to przez preferencyjne stawki, czy przez okres "wolnizny", jednocześnie trzymając ścisłą kontrolę nad klubem. Dodatkowe punkty można ugrać, działając w porozumieniu z radami osiedla. O ile wiem, takie porozumienie jest zawarte m. in. w Łaskowicach, gdzie reaktywowany Ner cały czas próbuje działać ku rewitalizacji tamtejszego boiska.

Mam nadzieję, że przynajmniej jeden klub przestanie być klubem bezdomnym, pokaże, czego można dokonać przy życzliwości włodarzy i decydentów miejskich i przejdzie do historii jako ten kamień, co poruszy lawinę i przekona "miasto", że warto dać młodym ludziom szansę na uzyskanie miejsca, gdzie można w spokoju rozwijać swoje marzenie z korzyścią dla wszystkich.

16:33, mmassive
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 listopada 2013

Odpowiadając na pytanie jednego z Czytelników, zawarte w komentarzu do ostatniego mojego wpisu, przeprowadziłem pobieżną analizę środowiska piłkarskiego stanów niskich we Wrocławiu.

Pierwszą, charakterystyczną cechą odróżniającą Wrocław od Łodzi jest fakt, że drużyny zrzeszone w Playarenie decydują się na spróbowanie swoich sił w lidze prowadzonej przez Dolnośląski ZPN. W Łodzi mamy kierunek "wprost naprzeciwpołożny" - to zawodnicy, a także niektóre kluby odchodzą do Playareny (Ner i Hetman, oczywiście nie całkowicie, a w formie treningu).

Poważnym, moim zdaniem, czynnikiem determinującym taki (prawidłowy) kierunek ewolucji "paczki" w "drużynę" jest istnienie we Wrocławiu stowarzyszenia "Otwarte Mistrzostwa Wrocławia". Jest to organizacja pozarządowa, zajmująca się organizacją kolejnych edycji Otwartych Mistrzostw Wrocławia. Jako stowarzyszenie kultury fizycznej propaguje aktywny i zdrowy styl życia oraz sportową rywalizacjęw duchu fair play. W 2011 roku zorganizowała zawody sportowe w 20 dyscyplinach, w których wystartowało łączenie ponad 35 000 uczestników. Udział w zawodach jest całkowicie bezpłatny. (cyt. za informacjami na Facebook'owej stronie Stowarzyszenia). Proponuję Czytelnikom również zajrzeć na podstronę "Sponsorzy". Mi szczęka opadła.

Czytając "historie" niektórych klubów wrocławskich, powtarza się w nich jedna fraza: "po okresie gry w Playarenie, zdecydowaliśmy się wziąć udział w Otwartych Mistrzostwach Wrocławia w piłce nożnej 11-osobowej. Zachęceni dobrym wynikiem, zdecydowaliśmy się zgłosić zespół do wrocławskiej Klasy C".

Klasy C... We Wrocławiu grają dwie Klasy C. Dziewięć klubów jest z samego Wrocławia. W Klasach B naliczyłem dziesięć ekip z tego miasta. W Łodzi łącznie gra dziesięć drużyn seniorskich, włączając w to rezerwy Widzewa (Widzew, Widzew II, ŁKS, Polonia Andrzejów, AMII Nowosolna, RKS, Sparta, Hetman, Victoria i Ner).

Co jest czynnikiem powodującym taką liczebność ekip? Opłaty Dolnośląskiego ZPN-u nie różnią się tak zasadniczo od tych ŁZPN-owskich: nadmieniam jednak, że w znalezionym wykazie nie zauważyłem opłat za Klasy C. Klasa B natomiast jest droższa. Składki roczne: 120 DZPN, 60 ŁZPN. Opłata za udział w rozgrywkach Klasy B: 550 DZPN - 350 ŁZPN. Łódź jest tylko droższa w przypadku zgłoszenia zawodnika - klub płaci 10 zł, we Wrocławiu - 7. Teoretycznie takie opłaty spowodowałyby kres futbolu w Łodzi.

Może dostępność boisk? We Wrocławiu kluby korzystają z placów Młodzieżowego Centrum Sportu, szczególną popularnością cieszy się obiekt ze sztuczną nawierzchnią położony przy ulicy Sztabowej 101. Kilka kolejnych boisk z powierzchnią naturalną jest w takim złym stanie, że zarządca zablokował możliwość korzystania z nich aż do kwietnia kolejnego roku. Sprawdziłem cennik obiektu. Istnieje podział na trzy grupy cenowe, niestety w bieżących poszukiwaniach nie zdołałem ustalić, na jakiej zasadzie zaszeregowywuje się potencjalnych klientów. Pierwsza grupa płaci 10 zł za godzinę, druga 100, trzecia - 200. Maksymalna opłata meczowa wynosi wobec tego 400 zł, co jak na Łódź byłoby wynikiem sporym. Jeśli jednak kluby szeregowałoby się w grupie drugiej, wtedy opłata za 2 godziny spada do 200 zł i to już jest taniej, niż gdziekolwiek w Łodzi. Być może to jest trop, biorąc pod uwagę fakt, że kluby z Łodzi nie korzystają (poza epizodem trwającym rundę łódzkiego Hetmana na Energetyku) z oferty łódzkiego MOSiRu? Tymczasem na Sztabowej gra pięć ekip (Tur, Żak, Forza oraz Sparta, posiadająca dodatkowo rezerwy).

Może klimat? Klub z Klasy C (Tur) posiada sponsora. Kolejny - Grunwald, powstał z inicjatywy Rady Osiedla. Następny - Sparta, posiada różnych sponsorów zarówno dla pierwszej drużyny (Klasa B), jak i dla rezerw (Klasa C). Klub B Klasy - Widawa, pozwolił sobie na zmianę sponsora w nazwie. Hitem dla mnie jest natomiast informacja ze strony klubu Różanka, na mocy której Zarząd Zieleni Miejskiej udostępnia klubowi teren boiska z pozwoleniem na jego renowację.

Przeprowadzona analiza z pewnością nie jest dogłębna, tak więc radykalnych wniosków z niej nie wyciągnę. Faktem jest, że klubów we Wrocławiu jest więcej, Dolnośląski ZPN wydaje się droższy od ŁZPN, cenniki wrocławskiego odpowiednika MOSiRu są adekwatne do możliwości finansowych wrocławian, a klimat na sport jest zdecydowanie lepszy, o czym świadczy istnienie takiego stowarzyszenia, jak Otwarte Mistrzostwa Wrocławia (w czymkolwiek - przyp. aut.), które traktowane jest jak poważny podmiot o czym świadczy lista patnerów oraz sponsorów.

Czy droga do sukcesu prowadzi przez stowarzyszenie posiadające mandat miasta oraz przyciągające sponsorów oraz zachęcające luźne paczki z Playareny do spróbowania się w poważniejszych ligach? We Wrocławiu chyba o to chodzi.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Dnia 27 października zakończyła się runda jesienna łódzkiej grupy B. W stawce dziewięciu ekip rywalizowały trzy łódzkie - Hetman, Ner i Victoria (z zastrzeżeniem, że Hetman mecze gra w Rąbieniu - kolejny prztyczek w nosek zarządzających łódzkimi boiskami - poza Łodzią można znaleźć tańsze boiska, czy naprawdę wszystkie łódzkie place mają 100% obłożenie, że stać ich na rezygnację z paru stówek?). Żadna ekipa nie zdobyła więcej, niż 10 punktów. Osobiście nie pamiętam tak słabego wyniku w tej klasie, zawsze przynajmniej jedna z ekip była w czołówce.

Z kim rywalizują łodzianie? Z ekipami podmiejskimi, które najczęściej finansują gminy. Niektóre gminy pilnują, żeby ilość klubów na jej terytorium się zgadzała i nie przekraczała jednego. Na blogu pisałem już o sympatycznej ekipie Sokoła Skromnica, która regularnie dostaje bęcki w swojej lidze, ale przynajmniej do tego nie dokłada prywatnych środków. W przypadku łodzian, miasto samo z siebie nie zapewni dotacji, szczególnie, jak jesteś w drugiej setce w kolejce do tortu. Można brać udział w konkursach, ale swoją dolę wyłożyć też trzeba - z zaznaczeniem, że zakres konkursów to głównie młodzież, tak więc po osiągnięciu prawnej dorosłości radź sobie sam (ewentualnie można ubiegać się o pulę z działania przeciwko wykluczeniu społecznemu).  Można również znaleźć sponsora - łatwo mówić, zwłaszcza po dekadach kreciej roboty i antyreklamy (piszę o kwestiach organizacyjnych, nie sportowych) w wykonaniu klubów ze świecznika (upadłość faktyczna ŁKS-u i układowa Widzewa). Reasumując, trzeba być wyjątkowym pasjonatem i twardzielem, żeby w dużym mieście bawić się w ligę organizowaną przez ZPN.

Tymczasem, bardzo dynamiczny rozwój notuje Playarena. Dzięki powstałej infrastrukturze "Orlikowej", wystarczy tylko zebrać ekipę, ubrać ją w miarę jednolicie i umawiać mecze z przeciwnikami. Zero (prawie - bilet MPK, składka na strój) kosztów. Zero całodziennych wyjazdów na kraniec województwa. Zero opłat ZPN. Sama słodycz.

Z jednej strony PZPN promuje ideę Playareny (i słusznie), ale z drugiej strony udowadnia przez to, że liga, szczególnie jej niższe szczeble, pozostały w tym samym miejscu, co za PRL-u. W praktyce rządzą LZS-y, obecnie Gminne Kluby Sportowe. Dotacja z gminy pozwala na spokojną egzystencję, jeśli w miejscowości jest jeszcze jakiś zakład, to hulaj dusza! Można szturmować okręgówkę. Jednocześnie, koszty narzucone przez ZPN-y mordują piłkę w dużych miastach, kluby prowadzone przez pasjonatów, pozbawione pieniędzy gminy, nie mogące liczyć na sponsorów. Reasumując, PZPN siedzi okrakiem między ligą, a Playareną, z jednej strony pokazując się jako nowoczesny związek, przyklaskujący ideom amatorskiego sportu, co z drugiej strony nie przeszkadza mu, poprzez swoje wojewódzkie "córki" doić kluby (nota bene też "amatorskie"), ile popadnie.

Zarówno Hetman, jak i Ner posiadają już ekipy w łódzkiej Playarenie. Mam nadzieję, że nie zrezygnują z udziału w klasie B, chociaż szczerze mówiąc, coraz mniej racjonalnych argumentów można znaleźć na korzyść tej rywalizacji.

W związku z tym, że PZPN aktywnie wspiera ideę Playareny, proponuję, co następuje:

1. W porozumieniu z władzami szesnastu wielkich miast wojewódzkich (gdzie to jest potrzebne), dokonać wyboru i rewitalizacji opuszczonych, nieużywanych boisk piłkarskich, ewentualnie wyznaczyć je z puli Miejskich Ośrodków Sportu i Rekreacji (MOSiR).

2. Powołać Miejskie Klasy C - z zasadami i (co najważniejsze) kosztami odpowiadającymi tym obecnie istniejącymi w Playarenie. Rywalizują zespoły 11-osobowe, 4 zmiany w ekipie, jeden sędzia (może być adept, w ramach szkolenia przedlicencyjnego).

3. W wyżej wymienionych Klasach C chętne kluby grają wg ustalonego odgórnie terminarza, zawodnicy nie mogą jednocześnie grać w innym klubie (seniorach, bądź juniorach) w wyższych klasach. Okienka "transferowe", jak w normalnej lidze (tylko bez powszechnie znienawidzonych opłat manipulacyjnych za transfery bezgotówkowe!).

4. Nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca w Miejskiej Klasie C jest, oprócz awansu do Klasy B, budżet (w formie bonów, funduszu celowego, aby zapobiec wydaniu pieniędzy na pierdoły) w wysokości pozwalającej utrzymać się w wyższej lidze przez kolejny sezon. W ramach współpracy z miastem, PZPN może również takiemu klubowi partycypować w kosztach wynajmu boiska przez kolejny sezon bądź sezony (ewentualnie miasto w ramach współudziału, może zaproponować ulgę w korzystaniu z miejskich obiektów sportowych). Skoro Łódź stać na ulgi w podatkach dla firm zrzeszonych w ŁSSE, to nie widzę przeszkód w darowaniu paru groszy jednemu klubowi rocznie.

5. W momencie awansu do Klasy B, klub automatycznie podporządkowuje się regułom danego ZPN-u (koszty, status zawodników).

Taki model pozwoli, moim zdaniem, wyłowić zawodników prezentujących obiecujący poziom, a nie mogących pokazać skali talentu na dużym boisku. Ponadto, mogą objawić się "samorodne" talenty organizacyjne, bądź szkoleniowe (nie każdego utalentowanego trenera stać na licencję, nie każdy rzutki organizator może się przebić w nierzadko skostniałych strukturach klubowych). Oprócz tego, takie "przedszkole" ligowe pozwolić może na zmierzenie się z rzeczywistością ligową (regularność, obecność na meczach) - zobaczyć w praktyce, czy team, który zbudowano, to zamek na litej skale, czy na piasku. Kończąc, wypadałoby, żeby takie miasto, jak Łódź miało więcej niż dziewięć ekip seniorskich!!! Dzięki takiej inicjatywie, liczbę tą można przynajmniej podwoić.

sobota, 19 października 2013

W bieżącym roku łodzianie otrzymali od miasta prezent. Część budżetu została przeznaczona na realizację projektów zgłoszonych przez obywateli. Ich różnorodność była spora, od układania chodników po rewitalizację całych kompleksów leśnych czy parków. W ramach "zboczenia zawodowego", szczególnie interesowałem się projektami sportowymi, odnową boisk, zakupem sprzętu sportowego.

Jednym z projektów, który mnie szczególnie interesował, był plan rewitalizacji boiska w Łaskowicach - kiedyś wsi, obecnie części Łodzi. Kiedyś grał tam klub o nazwie Łaskowiczanka, później przekształcony w Ner Łaskowice. Po kilkuletniej przerwie, został wskrzeszony pod nazwą Ner Łódzki przez ojcowsko-synowski duet p.p. Łukszas. Od sezonu 2011/12 występuje z lepszym bądź gorszym skutkiem w łódzkiej Klasie B. Niestety, boisko w Łaskowicach nie nadawało się i nadal nie nadaje do rozgrywania tam meczów nawet tej najniższej w łódzkim okręgu klasy. Klub swoje mecze "domowe" rozgrywał w Ksawerowie, obecnie korzysta z obiektów Chojeńskiego Klubu Sportowego (nota bene, chyba najrozsądniejszy klub w Łodzi, jeśli chodzi o udostępnianie swoich boisk innym klubom).

Projekt o ID G0018, o koszcie realizacji 1 360 000 PLN, zakładał: "lekkie wyrównanie terenu boiska, posianie murawy lub położenie sztucznej lub z rolki. Zamontowanie wysokich siatek na szerokość boiska za bramkami do łapania piłek, utworzenie szatni dla uczestników zawodów sportowych. Obecnie boisko nie posiada murawy i nie spełnia wymogów do rozgrywania meczów piłkarskich określonych przez okręgowy związek piłki nożnej".

Idea zacna, witam z radością każdą informację o chęci wskrzeszenia pełnowymiarowych placów do gry w piłkę, zwłaszcza, że kilka porzuconych, nieużywanych pięknie nam zarasta, lub znajduje inne, komercyjne przeznaczenie (np. parkingi), ale jednej rzeczy mi brakowało. PROMOCJI POMYSŁU.

Ner Łódzki, jako klub żywotnie zainteresowany sukcesem projektu, powinien pójść do przysłowiowego diabła z informacją i prośbą o wsparcie w postaci oddania głosu. Diabłem w tej sytuacji są inne kluby, zwłaszcza te, których piłkarze są zameldowani na Górnej. W dobie Internetu, Facebooka i innych portali społecznościowych, można było niskim kosztem i małymi nakładami pracy rozpropagować ideę rewitalizacji boiska dużo szerzej, niż miało to miejsce. Niestety.

Na oficjalnej stronie Neru brak JAKIEJKOLWIEK informacji o projekcie. Na Facebooku jest info, w postaci zdjęcia w tle. Mnie się wydaje, że to grubo za mało. Facebook posiada bowiem możliwość tworzenia wydarzeń, gdzie zaprosić można wszystkich znajomych i poprosić ich o zaproszenie swoich i tak dalej. Brakowało mi nawet zwykłej informacji w formie wiadomości typu "Cześć, w imieniu K.S. Ner oraz osiedla "Nad Nerem" prosimy Cię o oddanie głosu na nasz projekt". Ner na FB ma 350 polubień, co jest relatywnie dużą liczbą. Jest to fajna baza na propagowanie takich projektów i zbieranie głosów.

Może się czepiam, zwłaszcza, że jest już "po herbacie". Przyznaję się, wiedząc o projekcie, dopiero teraz wpadłem na pomysł, że w zasadzie mogłem o nim tu napisać. Mea culpa. Równie dobrze jednak włodarze klubu mogli "zapodać" mi ten temat. Nie jestem może aż tak czytany jak "Wyborcza", ale na przykład pod tekstem o byłym już niestety boisku Hetmana na Rojnej wpisał się minister infrastruktury z zaproszeniem na dyżur poselski :)

Nie kieruję się na tym blogu sympatiami czy antypatiami do danego klubu sportowego. Zależy mi na rozwoju piłkarskiej Łodzi, a nie danego klubu kosztem innych. Dlatego też proszę działaczy i zawodników Neru o nie traktowanie tego wpisu jako ataku na ich klub i osoby, a jako zachętę do zawalczenia o swoje lepiej niż obecnie, zwłaszcza, że wnioskowana kwota była duża, większa od każdego ostatecznie wybranego projektu w historycznej dzielnicy Łodzi - Górnej.

wtorek, 01 października 2013

Temat już przeze mnie na blogu poruszany był, ale tak jak "Piłkarski poker" nie traci mimo upływu lat na aktualności, tak i on powraca jak bumerang... lewizna.

"Bohater" mediów (lodzkifutbol.pl) , LZS Chrząstawa z dzielnym Prezesem na czele, najgorsza drużyna w Polsce, sprzedaje smycze, robi dni otwarte, wygrywa mecz. Sensacja na Wembley! Potem okazuje się, że piłkarze grali na lewo. Walkower. Potem recydywa. Niestety, proceder ten jest w niższych klasach nagminny, co lepsi cwaniaczkowie potrafią nawet skutecznie wybronić się przed regulaminem.

Niewiele jest klubów, które mogą o sobie powiedzieć - jesteśmy w 100% czyści, nigdy nie graliśmy lewą kartą. Co więcej, niektórzy potrafią zrobić z tego sztukę, albo oburzać się w przypadku zdemaskowania.

Będąc kierownikiem B-klasowej Victorii Łódź, wiele razy miałem do czynienia z próbami kantów - wystawianiem zawodników, którzy powinni pauzować za kartki, pożyczaniem piłkarzy z wyższych lig (jednego nawet z oryginalnymi getrami drużyny pożyczającej), juniorów, uczących się przed meczami swoich danych osobowych... żal.pl.

W Polsce już tak chyba mamy, że największy poklask zyskują ci, co do sukcesu (mistrzostwo gminy) dochodzą nie do końca zgodnie z regulaminem. "Naciąganie" prawa to przecież nie złamanie! Przecież jeden zawodnik nie wygra meczu! Hańba! Konfidenci! Niebieskie psy!

Jak kapitan drużyny wyczuje wałek i podejdzie do sędziego w pierwszej połowie, w przerwie mamy plagę kontuzji i natychmiastowy wyjazd z obiektu. Jeśli nastąpi do pod koniec meczu, zawodnicy bardzo szybko uciekają do aut i jadą do domu, do pracy... jak ich potem ściągnąć? Kierownik z uśmiechem bezradnie rozkłada ręce.

Czasami niestety błędy proceduralne popełniają sędziowie, nie informując kapitana przeciwników o czekających ich weryfikacji. Przychodzą po meczu (a nie informują natychmiast) - a tu już drużyny nie ma i... regulamin jest po stronie grających lewiznę (bo sędzia musi poinformować bez chwili zwłoki).

Bardzo bym chciał, żeby ŁZPN wydał rozporządzenie, nakazujące sędziom obligatoryjnie dokonać weryfikacji dowodów tożsamości zawodników przed rozpoczęciem meczu. Wtedy sytuacja jest jasna i nikt na tym szczeblu nie będzie podrabiał dowodów. Na jednym meczu Victorii, rywalowi w ten sposób ubyło pięciu piłkarzy.

Kamyczek do ogródka należy się także Związkom PN. Jakimkolwiek. Kluby płacą za zgłoszenie do rozgrywek, za sędziów (nawet w sparingach), za kartki... oraz za transfery, także bezgotówkowe. Ile wynosi suma transferu bezgotówkowego do Klasy B? 200 zł.

Na pytanie, czy nie można by znieść/obniżyć tego haraczu, wiceprezes ŁZPN odpowiada: wychowujcie. Spoko.

Kluby mające boiska w Łodzi nie prowadzą pełnego "drzewa" szkolenia (od trampkarzy do seniorów). Często są to pojedyncze grupy. Seniorów nie ma ChKS, Metalowiec, Start (sic!), Elta. Jeśli oni nie wykorzystują możliwości, to co mają powiedzieć kluby bezdomne?

Nie tylko w Łodzi, ale i w rejonie dużo klubów gra mecze poza swoją miejscowością (Sazan Pęczniew w Ciężkowie, MKS Mianów w Lutomiersku, Hetman Łódź w Rąbieniu, swego czasu Ner Łódzki oraz Victoria w Ksawerowie). Gdzie więc budować? Szkolić? W parku? "Zabrania się gry w piłkę".

Pisałem o boiskach stojących odłogiem. Czy ŁZPN z tych wszystkich składek płaconych do kasy nie mógłby rewitalizować tych boisk? Argument o ograniczonych środkach finansowych do mnie nie przemawia, bo widzę, w jakich warunkach obraduje wierchuszka PZPN.

Jeśli PZPN nie ruszy dupy i nie każe okręgom uprościć procedur i ograniczyć dojenia klubów, to prawdopodobnie kluby, szczególnie z dużych miast, gdzie coraz trudniej o pełnowymiarowe boisko za rozsądną cenę, przeniosą się do Play...Areny czy innych lig szóstek. Tam jest prościej, taniej, bliżej, a dziewczyny i tak będą patrzeć na piłkarzy jak na herosów.

18:13, mmassive
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
O autorze
Tagi